Polacy pracują na swoje biografie - w każdej jest coś ważnego
   
   Kto jest kim Sobota, 4 Września 2010 
Imieniny obchodzą: Agatonik, Ida, Lilianna, Rościgniew, Rozalia, Róża 
Menu główne
Kto jest kim
Prasa i ludzie
Ludzie i instytucje
Biografie współczesne
Biografie zagraniczne
Wielcy Polacy
Biografie zlecone
Jak się znaleźć w KJK
Formularz
O nas
Program Partnerski
Ankieta
Wybieramy Człowieka Roku 2009
  
Kalendarz
Wrzesień 2010
P W Ś C P S N
30311 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30 1 2 3
Statystyka
Razem 10026974 odwiedzających
Aktualnie jest 35 gości online

Twoje IP: 38.107.191.97
Nasze książki
Image
Jest wiele dobrych książek,
ale wspomnienia
Jana Mulaka
biją wszystkie na głowę
Czytaj i zamów
Powiedzieli
- Dzisiaj o północy Rzeczypospolita Polska traci suwerenność nad ziemiami polskimi. Od tej chwili suwerenem Polski nie jest już Rzeczypospolita Polska, ale Bruksela i Sejm Wiejskiej staje się sejmikiem lokalnym" - powiedział Korwin-Mikke na konferencji prasowej w Warszawie 30 listopada 2009 roku.
Czytaj całość...
Leszek Miller: Polska ma rusofobów u władzy, nie ma za to polityki zagranicznej o strategicznym wymiarze. Jest ona albo histeryczna jak w przypadku Rosji, albo reaktywna jak w odniesieniu do Unii Europejskiej. Tylko w takim klimacie mogły pojawiać się absurdalne porównania walk w Gruzji do interwencji Układu Warszawskiego w Czechosłowacji, albo nadawanie tarczy antyrakietowej rangi porównywalnej z przyjęciem Polski do NATO.
Czytaj całość...
prof. Joanna Senyszyn: Jarosław Kaczyński szykuje się na kongres. Nowy, elegancki garnitur. Wyprasowana koszula. Krawat pod kolor oczu, albo odwrotnie. Nowe tło w postaci, a raczej w postaciach trzech gracji. Tylko program będzie jak stare, znoszone buty prezesa, z przetartymi sznurowadłami.
Czytaj całość...
Archiwalne
Info dnia
Blog dnia
Bohaterowie dnia
Bohaterowie mediów
Człowiek tygodnia
Człowiek miesiąca
Człowiek Roku
Karykatury
Powiedzieli
Nasze książki


Prezydent, co się kulom nie kłania Drukuj E-mail
Image


ImageDlaczego bilans trzech lat Lecha Kaczyńskiego jest tak zły? Czy da się to odwrócić?
Bilans prezydentury Lecha Kaczyńskiego już po roku był kiepski. Polacy nie kryli rozczarowania nowym prezydentem, rozczarowania nie ukrywali nawet zakochani w PiS dziennikarze. Piotr Zaremba z "Dziennika" zaliczył prezydenta do największych przegranych roku 2006 i komentował: "Stracił sporo poparcia społecznego, choć jako prezydent powinien je zachować łatwiej niż jego brat premier. Nie stworzył spójnej koncepcji prezydentury, stąd jego styl urzędowania był oceniany głównie poprzez wpadki". A Dorota Gawryluk konstatowała: "Prezydentura Lecha Kaczyńskiego nie jest taka zła, jak to przedstawiają jego przeciwnicy, ale nie tak dobra, jak mogłaby być".
Rok później, w grudniu 2007 r., fani Kaczyńskich woleli milczeć. "Kadencja fochów i obrażania się – tak wyglądały pierwsze dwa lata prezydentury Lecha Kaczyńskiego. A przed nami jeszcze trzy kolejne", pisał w "Newsweeku" Wojciech Maziarski, w tekście pod znamiennym tytułem "Kronika wypadków żałosnych".

A co napiszą dziennikarze w tym roku? Jak mówić dziś o prezydencie, którego chaotyczne i nerwowe działania kompromitują nie tylko jego osobę (cóż, jego wybór), ale spychają Polskę do roli państwa egzotycznego? Poza główny nurt?

Bilans trzech lat prezydentury Lecha Kaczyńskiego naprawdę jest fatalny. To kolejny ciąg porażek, zarówno na forum wewnętrznym, jak i na arenie międzynarodowej.


Klapa i po balu

Symboli tej klapy jest przynajmniej kilka. Choćby bal prezydencki z okazji 90. rocznicy odzyskania niepodległości, tak szumnie reklamowany. Ostatecznie z balu pozostało uroczyste przyjęcie. Goście, których lista miała być tak imponująca, delikatnie mówiąc – nie dopisali. Po wolnych miejscach hulał wiatr, nie było prezydentów i premierów najważniejszych państw, nawet żelazny sojusznik Kaczyńskiego, gruziński prezydent Saakaszwili, wyjechał wcześniej. A głównym tematem rozmowy przy stołach był skandal związany z tym, że na uroczystość nie zaproszono Lecha Wałęsy.

Zobaczyliśmy więc Lecha Kaczyńskiego niejako w pigułce – dobry pomysł stał się karykaturą, bo i prezydent realizował go nieudolnie, kierując się swoimi fobiami, pokazując twarz osoby zawziętej, małostkowej, przedkładającej własne ego nad interes Rzeczypospolitej.

Innym symbolem tej prezydentury był niedawny incydent w Gruzji. Lech Kaczyński został wywieziony przez Michaiła Saakaszwilego na pogranicze gruzińsko-osetyjskie, gdzie kolumnę z prezydentami zatrzymały i zawróciły strzały. Potem mieliśmy popis mało mądrych komunikatów. Że konwój został ostrzelany, że to byli Rosjanie (bo Kaczyński, jak twierdził, ich słyszał i zidentyfikował), że nasz prezydent zachował się bohatersko, bo się nie przestraszył, i tym podobną paplaninę.

Potem okazało się, że strzały, owszem, były, ale w powietrze i w oddali. I że raczej nie byli to Rosjanie, tylko Osetyjczycy, a może nawet i sami Gruzini. Że wyjazd nastąpił z pogwałceniem wszelkich norm bezpieczeństwa, a oficerowie BOR mający chronić naszego prezydenta jechali z tyłu kawalkady (za to z przodu jechali dziennikarze).

Świat z zażenowaniem przyjął przygodę polskiego prezydenta. Europa Zachodnia nie chce awantury z Rosją, szybko więc od wojowniczych zachęt Kaczyńskiego się zdystansowała. Polska znów została sama. Z opinią tego, który prowokuje konflikty. I który działa w sposób mało obliczalny.

Kompromitacją skończyła się również rozmowa Lecha Kaczyńskiego z prezydentem elektem Barackiem Obamą. Szef Kancelarii Prezydenta, Piotr Kownacki, po zakończeniu rozmowy mówił publicznie, że Obama z własnej inicjatywy rozpoczął rozmowę o budowie tarczy antyrakietowej w Polsce i zapewnił, że będzie realizowana. Dzień później, po dementi z USA, inny prezydencki minister, Michał Kamiński, przyznał, że było dokładnie odwrotnie.

Jak to wszystko ocenić? Do czego były potrzebne te wszystkie krętactwa z tarczą? Czy Lech Kaczyński spodziewał się, że Amerykanie niczego nie sprostują?

Chwały Lechowi Kaczyńskiemu nie przynoszą również spory z Donaldem Tuskiem o to, kto ma jeździć na szczyty Unii Europejskiej. Owszem, premier i jego ekipa w tych przepychankach zachowali się bardzo nisko, ale przecież w niewielkim stopniu poprawia to sytuację prezydenta. Który przedstawił się publiczności jako awanturnik, osoba chorobliwie przywiązana do swego majestatu, a w efekcie – mająca niewiele do powiedzenia. Bo prezydent jechał do Brukseli, by porozmawiać o Gruzji, tylko że w czasie, gdy ten punkt poruszano, on akurat spacerował i gdy czym prędzej wrócił na salę, europejscy przywódcy zajmowali się już czymś innym.

Jest więc i śmieszno, i straszno. Z akcentem na śmieszno.

Do tego dodajmy czynniki osobowościowe, drugorzędne, ale przecież mające znaczenie – prezydent jest w zachowaniach kanciasty, niesympatyczny, sepleni, nie ma w sobie ani ciepła, ani majestatu. A jego współpracownicy sprawiają wrażenie ludzi skłóconych.

Efekt tych wszystkich zachowań jest dla Lecha Kaczyńskiego miażdżący. Najnowszy, listopadowy sondaż CBOS, podaje, że Lechowi Kaczyńskiemu ufa ledwie 30 procent Polaków, mniej o 5 procent niż w październiku. Rekordowy jest poziom nieufności do jego osoby – wynosi aż 53 procent i urósł w porównaniu z miesiącem poprzednim aż o 6 procent. Jego działalność źle ocenia aż 67 procent ankietowanych (patrz wykres).

Dramatycznie słabo Lech Kaczyński wypada też w innych sondażach – z trójki Wałęsa, Kwaśniewski i on, uznawany jest za najgorszego prezydenta. Żaden sondaż nie daje mu też szans w wyborach za dwa lata.

Dlaczego tak się dzieje? Dlaczego bilans trzech lat Lecha Kaczyńskiego jest tak zły? I czy da się to odwrócić?

Zarzutów kierowanych w stronę prezydenta jest wiele, wiadomo więc, że nie jedna przyczyna zadecydowała o jego dzisiejszej pozycji. Spróbujmy więc je pogrupować.

Trzy lata dla brata

Po pierwsze, Lecha Kaczyńskiego ciągnie w dół powszechne przekonanie, że jest młodszym bratem Jarosława Kaczyńskiego. Że patrzy na Polskę nie z perspektywy urzędu prezydenckiego, tylko z perspektywy partyjnej. "Prezesie, melduję wykonanie zadania", deklarował w noc wyborczą, gdy ogłaszano wstępne wyniki wyborów prezydenckich. Te słowa to podobno miał być dowcip, a okazały się profetyczną zapowiedzią. W ciągu trzech lat prezydentury Lech Kaczyński zawsze stał murem za swoim bratem i jego partią, nie demonstrując nawet na centymetr swojej niezależności.

Gdy rządziło PiS, prezydent tę władzę wzmacniał. A to grożąc rozwiązaniem parlamentu (czyli dyscyplinując Samoobronę i LPR), a to krytykując opozycję. A zawsze wykonując polecenia brata. Potwierdził to zresztą w jednym z wywiadów Jarosław Kaczyński, który przed szczytem Unii, gdy miały się ważyć losy traktatu lizbońskiego, a Polska domagała się systemu pierwiastkowego, powiedział, że to on zdecydował, iż pojedzie tam prezydent. Negocjacje skończyły się klapą, Polska w sprawie pierwiastka była sama, musiała więc z niego zrezygnować. Że tak to się skończy, wiedział zresztą każdy, kto interesuje się mechanizmem podejmowania decyzji w Unii. Ale nie to jest najważniejsze – otóż symptomatyczne było zakończenie negocjacji. W środku nocy Angela Merkel i Nicolas Sarkozy podeszli do polskiego prezydenta i przy nim zadzwonili do Jarosława Kaczyńskiego. I to z nim ustalili, jak ma być. Widać, dobrze wiedzieli, kto w tym duecie jest ważniejszy.

Nie jest bowiem wielką tajemnicą, że bracia utrzymują ze sobą stały kontakt, że rozmawiają przez telefon kilka, a nawet kilkanaście razy dziennie. "Urzędnicy i politycy opowiadają, że prezydent bardzo często przerywa spotkanie, żeby choć na chwilę skontaktować się z bratem", pisał w maju br. "Dziennik" w cyklu "Za kulisami pałacu". Większość tych rozmów to krótkie kontakty, po kilka, kilkanaście sekund.

O uzależnieniu Lecha od Jarosława opowiadają też ich byli współpracownicy. Ba, sam Lech nie ukrywa w wywiadach, że to brat jest tym ważniejszym. Jeden z byłych współpracowników prezydenta opowiadał niedawno taką historię: prezydent dowiedział się, że człowiek, na którego stawiał, mimo zastrzeżeń Jarosława, wkrótce stanie się dla Kaczyńskich kłopotem. "Jaka była jego pierwsza reakcja? Zupełnie się zagubił. Zaczął nerwowo chodzić. To były słowa: Boże, co ja powiem Jarkowi?".

Po zmianie rządu prezydent z osoby wspierającej rząd stał się głównym filarem opozycji. Dziś to prezydent walczy z rządem, to prezydent buduje zasieki.

Oczywiście, w dużym stopniu jest to efekt gry Donalda Tuska i jego otoczenia. Premier i jego ludzie grają na zmarginalizowanie prezydenta, ośmieszenie go, wypchnięcie z głównego nurtu polityki. Aż się prosi w tym miejscu zadać pytanie: dlaczego tak łatwo to im się udaje?

Odpowiedź chyba jest jasna – Lech Kaczyński woli stracić w oczach opinii publicznej niż w oczach brata. Jest więc dziś najwierniejszym żołnierzem PiS. I nie przejmuje się zbytnio, że traci wizerunkowo, że ma słabe sondaże. "To są niepoważne rzeczy", mówi o nich.

Autyzm polityczny

Tuskowi i ekipie platformersów udaje się tak łatwo ogrywać Kaczyńskiego również dlatego, że jego reakcje są łatwe do przewidzenia. I że twardo wyznaje PiS-owską wizję świata.

To wizja wykluczająca. Przypominająca wizję przedwojennych komunistów, dla których wszyscy niekomuniści byli podejrzani, ba, nawet PPS, to był socjal-faszyzm.

W tej wizji te wszystkie instytucje czy podmioty, które nie współdziałają z Kaczyńskimi, i to na zasadzie podległości, są niepewne i podejrzane.

Ludzie, politycy i publicyści, którzy skrytykowali mało mądrą wyprawę z prezydentem Gruzji nad granicę z Osetią, zostali natychmiast nazwani "partią Moskwy". Gdy byli ministrowie spraw zagranicznych napisali do prezydenta delikatny list, w którym oględnie tłumaczyli, że unikanie spotkań Trójkąta Weimarskiego nie jest najlepszym sposobem na uprawianie polityki zagranicznej, Lech Kaczyński natychmiast ogłosił, że przestaje utrzymywać z jego sygnatariuszami jakiekolwiek kontakty. Gdy mijała 85. rocznica urodzin Władysława Bartoszewskiego, prezydent jej nie zauważył, mimo że laureat został obsypany gratulacjami, m.in. od papieża.

W ostatnich latach chyba wszystkie środowiska, które doskoczyły do PiS, zostały z tej partii wypchnięte. Lech Kaczyński, tak jak jego brat, dzieli Polskę na dwie części: my stoimy tu, gdzie stoczniowcy, a oni tam, gdzie stało ZOMO.

Taki podział wyklucza współdziałanie. A brak współdziałania, łączenia ludzi, środowisk dla prezydenta RP jest zabójczy. Polacy zaakceptowali koncyliacyjny model prezydentury, który zbudował Aleksander Kwaśniewski i chcieliby jego kontynuacji. Czyli łączenia, przełamywania podziałów, zrozumienia, że nasz kraj zamieszkują ludzie o różnych poglądach, sympatiach, korzeniach i każdy ma prawo czuć się w tym kraju dobrze. Bo każdy jest u siebie.

Tymczasem Lech Kaczyński nie przyjmuje tego do wiadomości. Jest wyznawcą poglądu, że prawdziwi Polacy to PiS, a reszta to osoby podejrzane. "Pani reprezentuje określone interesy", mówił do Moniki Olejnik, gdy nie spodobały mu się pytania, które mu zadawała w "Kropce nad i". A gdy program się skończył, zaczął na nią krzyczeć i wołać: "Znalazła się pani na mojej krótkiej liście! Wykończę panią!".

I znów – to zachowanie ma swoją wewnętrzną logikę. Bo jeżeli dzieli się Polskę na uczciwych, czyli PiS-owców, i nieuczciwych (ewentualnie – otumanionych), czyli całą resztę, to naturalna jest skłonność kryminalizowania tych innych. Doskonale to widać w wywiadach Lecha Kaczyńskiego, zwłaszcza w tych, w których dziennikarze pozwalają mu się wygadać. A także w wypowiedziach jego współpracowników.

Oto Piotr Kownacki, wciąż bezpartyjny, wydawało się osoba bez większych fobii, gdy został szefem Kancelarii Prezydenta, zaczął głosić takie tezy: "Jest grono wpływowych ludzi, których łączą wspólne cele: oni nie chcą, żeby państwo było zbyt silne, obawiają się kwestionowania źródeł swojego bogactwa. Nie chcą lustracji i dekomunizacji. A jedynymi ludźmi, którzy im szkodzą i starają się rzucać kłody pod nogi, są bracia Kaczyńscy. Dlatego z nimi walczą".

– Kto jest na tej liście? – zapytali więc prowadzący wywiad dziennikarze dziennika "Polska". I usłyszeli w odpowiedzi: "Pewnie większość z listy najbogatszych »Wprostu«".

Aha, jeszcze wcześniej dodał, że ten establishment podejmuje decyzje przy szklaneczce whisky i cygarach.

I teraz pytanie: czy on sam wierzy w ten karykaturalny portret, prosto z PiS-owskich agitek? Niszczący debatę publiczną?

Bo Kaczyński, zdaje się, wierzy. Że media go krytykują nie dlatego, że popełnia błędy, tylko dlatego, że są w układzie. I że ten układ na niego dybie.

A układ jest tworem plastycznym. Na początku kadencji nie należał do niego Ryszard Krauze, ba, Lech Kaczyński dobrze się o nim wyrażał, panowie się spotykali, wymieniali numerami prywatnych komórek. I proszę! Po półtora roku Krauze stał się kluczowym elementem układu. Odwrotną drogę przeszedł o. Tadeusz Rydzyk. Kilka lat temu Kaczyńscy podejrzewali go o wszystko, co najgorsze, sugerowali powiązania z rosyjskim wywiadem. A dziś – to filar ich politycznej gry.

Przykłady można mnożyć. Ważne w tym miejscu jest jednak coś innego – koncepcja świata uczciwych i poczciwych Polakopisowców i tych obcych, którzy tylko na nich dybią, przy czym kto jest Polakopisowcem, a kto obcą naroślą, to się dopiero okazuje na kolejnym zakręcie historii. Sama koncepcja zakrętów historii nie wytrzymuje. Inteligent jej nie zaakceptuje. To opowieść dla fanatyka.

Nie będzie Niemiec...

Tę wizję prezydent Kaczyński przerzucił na arenę międzynarodową. Tu też są dobrzy, poczciwi, czyli trzy państwa nadbałtyckie, prezydent Juszczenko i prezydent Gruzji, czasem prezydent Klaus, i cała reszta – albo złych, albo otumanionych.

Wizje świata, które snuje Lech Kaczyński, są zdumiewające. Prezydent nie zna się na sprawach międzynarodowych, sam przyznał parę lat temu, że nie jeździł za granicę i nigdy wcześniej nie był w Niemczech. Z jego wypowiedzi wynika też, że lektury dotyczące polityki zagranicznej skończył też dawno temu. Więc ani nie widział, ani nie czytał. Do rzeczywistości międzynarodowej przykłada zupełnie nie te miary, które trzeba. Z innych epok.

Lech Kaczyński lubi opowiadać, że Unią Europejską rządzi, a jakże, układ. To układ Francji i Niemiec. Czasami doskakuje do tego Wielka Brytania i wtedy mamy nie oś, ale trójkąt. Natomiast Włochy i Hiszpania są już znacznie niżej na tej drabinie władzy. Kaczyński więc chciałby ten, nomen omen, układ rozbić. Czyli żeby Polska była mocnym szóstym krajem w Unii, żeby liczył się głos krajów średnich i żeby Francja i Niemcy nie miały tyle do powiedzenia. Aha – i żeby jeszcze Unia uwzględniała nasze antyrosyjskie obawy.

Po pierwsze więc, rzeczywistość w Unii jest bardziej skomplikowana, sama gra między Francją a Niemcami opisana została w dziesiątkach grubych prac. A po drugie, jaki efekt przyniosły działania Lecha Kaczyńskiego?

"Nie musimy być pokorni!", wołał w rozmowach z dziennikarzami. A wszystkich innych nazywał "partią białej flagi". Więc jaki sukces osiągnął?

Prawda jest taka, że efekt działań Lecha Kaczyńskiego na arenie międzynarodowej jest żałosny. Polska Kaczyńskich zeszła na margines Unii. Z kraju, który podpowiadał Unii politykę wschodnią, jak choćby w czasach pomarańczowej rewolucji, staliśmy się krajem, który prosił Unię, by wstawiała się za nami w naszych kontaktach ze wschodnim sąsiadem. Z nieformalnego lidera "dziesiątki", czyli państw, które weszły do Unii w 2004 r., staliśmy się państwem izolowanym. Które jest samo, nie potrafi zbudować żadnej koalicji. Doświadczył tego Lech Kaczyński, gdy próbował grać o pierwiastek.

Teraz łamie się jego polityka wspierania Gruzji. Na co Kaczyński odpowiada, że widocznie wpływy rosyjskie w krajach Unii są mocne i stają się coraz mocniejsze (bo jak wiadomo, wszędzie są agenci, albo rosyjscy, albo układu, a z nimi trzeba twardo). Zripostujmy to więc pytaniem: a dlaczego w takim razie wpływy Kaczyńskiego stają się coraz mniejsze? Dlaczego nie jest wysłuchiwany?

Kolejną gorzką pigułkę przyjdzie pewnie Lechowi Kaczyńskiemu przełknąć już za parę miesięcy, gdy Stany Zjednoczone wycofają się z budowy tarczy antyrakietowej. Tarczy, która nie chroniła Polski, tylko USA, a która – wedle zamysłu prezydenta – miała chronić nasz kraj lepiej niż Unia Europejska i NATO. Tylko nie wiadomo dlaczego. Bo chyba nie przez wzgląd na stu amerykańskich żołnierzy, którzy przy rakietach by stacjonowali. Dodajmy, w Gruzji było 150-300 amerykańskich instruktorów. Rosjan to nie zatrzymało...

Czekając na kryzys

Nie miejmy złudzeń – Lech Kaczyński nie wycofa się ze swojej wizji polityki zagranicznej. A kolejne porażki będzie tłumaczył tak samo – proszę, nadchodzi zagrożenie, więc trzeba twardo, mocno...

A w polityce wewnętrznej?

Tu też plan gry wydaje się jasno zarysowany. Prezydent liczy, że w sukurs przyjdzie mu nadciągający kryzys i że to on stać będzie na czele niezadowolonych i pokrzywdzonych w walce ze złym rządem. Polska solidarna kontra Polska bogatych.

Czy to się powiedzie?

Czy odgrzewane PiS-owskie hasła pozwolą Lechowi Kaczyńskiemu obronić prezydenturę, a Jarosławowi wrócić do władzy? Jeżeli po Polsce rozleje się kryzys, pewnie będzie ku temu okazja. Pytanie tylko, czy Polacy gremialnie postawią na PiS...

Na razie prezydent stosuje taktykę atakowania premiera i rządu i przygarniania wszystkich niezadowolonych. W tym przypadku prezydent jest mniej PiS-owski, ważniejsze jest dla niego budowanie frontu antyrządowego.

Zanim więc zawetował trzy ustawy zdrowotne, przyjął delegację związkowców. Nie tylko Janusza Śniadka z NSZZ "Solidarność", ale i Jana Guza z OPZZ, Wiesława Siewierskiego z Forum Związków Zawodowych i... Dorotę Gardias – przewodniczącą Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Pielęgniarek i Położnych. Już jej zapomniał protesty przeciwko rządowi Jarosława i białe miasteczko.

Wcześniej, jeszcze latem, zanim Sejm głosował nad ustawą medialną, prezydent odbył czterogodzinną rozmowę z Grzegorzem Napieralskim. "Spotkałem się z Napieralskim i to była dobra rozmowa z politykiem z pokolenia mojej córki", mówił w wywiadzie dla "Dziennika". – Polubiliście się? – pytali więc dziennikarze. A prezydent odpowiadał: "Ja w ogóle lubię ludzi. On naturalnie ma inny styl bycia, ale oceniam go nieźle. (...) Sądzę, że z można z nimi powstrzymać taką politykę społeczną, która jest w interesie 10 proc. społeczeństwa, a przeciw interesom 90 procent. I tu współpraca rzeczywiście mnie interesuje".

A pytany, czy współpracę z SLD uważa już za mniej kompromitującą, odparł: "Nastąpiła częściowa zmiana pokoleniowa. Napieralski nie ma już na sumieniu PRL-u, jest na to za młody. Do prawdziwej socjaldemokracji jeszcze długa droga, ale może coś się zaczyna...". Oto mentor dał szansę politykowi z pokolenia jego córki...

Jakkolwiek by patrzeć – pozyskując Napieralskiego, zjednując związkowców, tych niezwiązanych z "Solidarnością", którym bliżej było do lewicy, Lech Kaczyński rozgrywa bardzo ciekawą partię. Buduje swoją pozycję obrońcy pokrzywdzonych. Przeciąga część lewicy w stronę PiS. I otwiera sobie dobre pole do gry o reelekcję. Polska dziś wygląda tak, że i Tusk, i Kaczyński mogą wejść do drugiej rundy wyborów prezydenckich. Ale o tym, kto ją wygra, zadecyduje elektorat lewicy. Znacznie liczniejszy niż obecne wpływy SLD. Tego w roku 2005 nie skalkulował Tusk i prezydentem nie został. Ale potem, i w wyborach samorządowych, i parlamentarnych, o te głosy walczył. Nie ma powodów sądzić, by za dwa lata było inaczej.

Gra więc trwa. I Lech Kaczyński w tej grze jest. Niepopularny, nielubiany, ale przecież wciąż z jakimiś nadziejami na sukces. Z dewizą: może do Tuska nie doskoczę, więc spróbuję ściągnąć go w dół.

To będzie lejtmotyw następnych dwóch lat.

< Poprzedni
Bohaterowie dnia dzisiejszego
Bronisław Komorowski prezydentem RP
Image5 lipca 2010 roku Państwowa Komisja Wyborcza podała pełne wyniki II etapu wyborów na prezydenta RP ze wszystkich obwodów wyborczych. Bronisław Komorowski uzyskał 53,01% ważnych głosów. Przy jego nazwisku krzyżyk zakreśliło 8 mln 933 tys. 887 osób. Jego kontrkandydat Jarosław Kaczyński zdobył 46,99% ważnych głosów - 7 mln 919 tys. 134 głosy.
Frekwencja wyniosła 55,31%. PKW ogłosiła, że Bronisław Komorowski został wybrany prezydentem Polski.
Jak poinformował przewodniczący PKW Stefan Jaworski, w 25 tys. 773 obwodach, przy 30 mln 833 tys. 924 osobach uprawnionych do oddania głosu, wydano 17 mln 054 tys. 690 kart.
Głosowało 17 mln 050 tys. 417 osób. Głosów ważnych oddano 16 mln 853 tys. 021. Nieważnych głosów było 197 tys. 396.
Obwieszczenie PKW zostanie teraz opublikowane w Dzienniku Ustaw. Komisja sporządzi też sprawozdanie z wyborów dla Sądu Najwyższego, który na jego podstawie w ciągu 30 dni ma stwierdzić ważność wyborów. Trzy najbliższe dni - do 8 lipca - to czas na składanie protestów wyborczych.
Czytaj całość...
Bohaterowie mediów
Nasza ostatnia godzina
Image

ImageRozmowa z Martinem Reesem, brytyjskim kosmologiem z University of Cambridge, mistrzem tamtejszego Trinity College, Astronomem Królewskim i szefem Royal Society

Mało jest takich miejsc jak Trinity College w Cambridge. Tu wieki naprawdę mogłyby i miały o czym mówić. Przemawiałyby głosami Francisa Bacona, Isaaca Newtona, George'a Gordona Byrona, Ernesta Rutherforda, Nielsa Bohra, Bertranda Russella, Arthura Eddingtona, Jamesa Clerka Maxwella, Jawaharlala Nehru i tysięcy innych absolwentów jednej z najstarszych (założonej w 1546 r.), najbardziej arystokratycznych (tu nauki pobierała cała brytyjska rodzina królewska), prestiżowych (sześciu premierów Wielkiej Brytanii) i najlepszych (odchowała 31 noblistów) uczelni wyższych na świecie. (Znanej również z uświęconej tradycją mizoginii, ale od 30 lat przyjmuje już kobiety). Jeden wątek wybijałby się w tym wielogłosie ponad pozostałe: biada ludzkości, biada. Rolę rzecznika tej opinii wziął na siebie Martin Rees, wybitny kosmolog, mistrz Trinity College i Astronom Królewski. Dla świata nauk ścisłych Rees jest w zasadzie tym, czym królowa Elżbieta dla Brytyjczyków. W jego gabinecie przecinają się ścieżki niemal wszystkich najwybitniejszych współczesnych uczonych.
Czytaj całość...
Jak Kazimierz sprawdza się w biznesie
Image

ImageWedług anegdoty, Kazimierz Marcinkiewicz może dorabiać już tylko jako twarz portalu Sympatia.pl. Ale to chyba za surowa ocena. Były premier może nie zweryfikuje wyceny aktywów, nie oszacuje stopnia ryzyka, ale wygląda na to, że dobrze wie, jak całkiem przyzwoicie zarobić na chleb.
Zgodnie z obowiązującą ustawą nie jest żadnym lobbystą. Byłby, mówią odpowiednie przepisy, gdyby chciał wpływać na kształt nowych przepisów, a nie chce. Nie musi figurować w odpowiednim rejestrze w MSWiA, chodzić po Sejmie z czerwoną przepustką przypiętą do klapy marynarki, żaden urzędnik nie musi tłumaczyć się ze spotkań, na które się z Marcinkiewiczem umówił.

Po prostu doradza
Jednoosobowa firma, jaką założył - Doradztwo gospodarcze i finansowe Kazimierz Marcinkiewicz – rezyduje na dziesiątym piętrze naszego rodzimego City. To kwartał najnowszych i najdroższych wieżowców, jakie wyrosły w ostatnich latach pięć minut od Dworca Centralnego.
Czytaj całość...
Pani na Agorze
Image

ImageTo pożegnanie, zanim nazwisko Heleny Łuczywo zniknęło ze stopki "Gazety Wyborczej", rozciągnięte było nawet nie na miesiące, a na lata. Miało być cicho i bez rozgłosu. Pewnie dlatego, że nagłe odejście jednej z założycielek Agorowego imperium w tym samym czasie co rzeczywiste wycofanie się Adama Michnika, mogło osłabić pozycję firmy i wystraszyć giełdowych inwestorów.
Nawet z pożegnalną imprezą dwa lata temu nie było łatwo. Łuczywo nie znosi pompy. Trzeba było sięgnąć po podstęp.
W rolę przynęty wcielił się Bronisław Geremek - umówili się na wspólny obiad na mieście. Eurodeputowany podjechał pod redakcję, Łuczywo wsiada, ruszają, mijają okoliczne uliczki, a profesor znienacka mówi: - O, przecież tu zaraz jest żłobek (pierwsza siedziba "Gazety Wyborczej", która rzeczywiście znajdowała się w prawdziwym żłobku z toaletami poniżej kolan). Wiele sentymentu wywołuje we mnie to miejsce. Podjedźmy tam na chwilę.
Czytaj całość...
Tony Blair prezydentem UE?
Image

ImagePo roku milczenia znów głośno o szansach na europejską prezydenturę dla byłego premiera Wielkiej Brytanii. Wszystko dzięki... dokonaniom Nicolasa Sarkozy'ego.
"Blair pojawia się na nowo na krótkiej liście do przewodzenia UE" - ten nagłówek w poniedziałkowym wydaniu "Financial Timesa" zaczyna nową falę spekulacji na temat przyszłości byłego premiera. Wpływowy brytyjski dziennik będący lekturą obowiązkową eurokratów powołuje się na opinie unijnych dyplomatów w Brukseli. A ci znów widzą szanse Blaira na objęcie stanowiska przewodniczącego Rady UE zwanego potocznie prezydentem Europy.
A wszystko za sprawą popisu europejskiej polityki, jaki dał francuski prezydent Nicolas Sarkozy podczas zakończonego 31 grudnia półrocznego przewodnictwa Francji w UE. Sposób, w jaki wynegocjował rozejm po rosyjskiej interwencji w Gruzji i jak starał się walczyć z kryzysem ekonomicznym, a także fiaskiem referendum w sprawie traktatu z Lizbony, dał Unii do myślenia.
Według "FT" europejskie elity polityczne zrozumiały, że w obliczu wielkich wyzwań stojących przed przewodniczącym musi nim być ktoś odpowiedniego formatu, z nazwiskiem, rozpoznawalny na świecie i pochodzący z dużego kraju członkowskiego UE. A te wszystkie cechy ma właśnie Tony Blair.
Czytaj całość...
Prezydent, co się kulom nie kłania
Image


ImageDlaczego bilans trzech lat Lecha Kaczyńskiego jest tak zły? Czy da się to odwrócić?
Bilans prezydentury Lecha Kaczyńskiego już po roku był kiepski. Polacy nie kryli rozczarowania nowym prezydentem, rozczarowania nie ukrywali nawet zakochani w PiS dziennikarze. Piotr Zaremba z "Dziennika" zaliczył prezydenta do największych przegranych roku 2006 i komentował: "Stracił sporo poparcia społecznego, choć jako prezydent powinien je zachować łatwiej niż jego brat premier. Nie stworzył spójnej koncepcji prezydentury, stąd jego styl urzędowania był oceniany głównie poprzez wpadki". A Dorota Gawryluk konstatowała: "Prezydentura Lecha Kaczyńskiego nie jest taka zła, jak to przedstawiają jego przeciwnicy, ale nie tak dobra, jak mogłaby być".
Rok później, w grudniu 2007 r., fani Kaczyńskich woleli milczeć. "Kadencja fochów i obrażania się – tak wyglądały pierwsze dwa lata prezydentury Lecha Kaczyńskiego. A przed nami jeszcze trzy kolejne", pisał w "Newsweeku" Wojciech Maziarski, w tekście pod znamiennym tytułem "Kronika wypadków żałosnych".
Czytaj całość...
Człowiek tygodnia
Jerzy Buzek przewodniczącym Parlamentu Europejskiego
ImageByły premier, zdobywca rekordowego poparcia w czerwcowych wyborach do Parlamentu Europejskiego, jeden z najpopularniejszych polskich europosłów, profesor Jerzy Buzek został przewodniczącym Parlamentu Europejskiego. Gratulując Buzkowi szef Komisji Europejskiej Jose Barroso powiedział, że jest to sukces zjednoczonej Europy. "Prymus klasy Europa" - tak francuski dziennik "Liberation" określił Polaka, który dziś jest na ustach wszystkich.
Buzek jest pierwszym szefem europarlamentu z krajów nowej Unii. Będzie kierował PE przez dwa i pół roku. W głosowaniu, na odbywającej się inauguracyjnej sesji PE, Buzek uzyskał poparcie aż 555 z 713 głosujących eurodeputowanych.
Tuż po wyborze Buzek powiedział, że to dla niego "wielkie wyzwanie i zaszczyt". - Zrobię wszystko, co w mojej mocy, by nie zawieść waszego zaufania - zwrócił się do eurodeputowanych. Zapowiedział, że jego priorytetem będą prawa człowieka.
Czytaj całość...
Info dnia
Romuald Orzeł został nowym prezesem Telewizji Polskiej - zdecydowała Rada Nadzorcza spółki. Nowy zarząd TVP tworzyć będą Przemysław Tejkowski, Włodzimierz Ławniczak i Paweł Paluch. Decyzje zapadły podczas trwającego ponad cztery godziny posiedzenia w dniu 18 grudnia 2009 roku.
Czytaj całość...
Tegoroczną laureatką literackiej Nagrody Nobla została niemiecka pisarka pochodząca z Rumunii Herta Müller.
W uzasadnieniu werdyktu Akademia Szwedzka pisze, że nagrodę przyznano „tej, która łącząc intensywność poezji i szczerość prozy przedstawia świat wygnanych”.

Czytaj całość...
2 października 2009 roku zmarł w Warszawie Marek Edelman, jeden z założycieli Żydowskiej Organizacji Bojowej i przywódców powstania w warszawskim getcie.
Czytaj całość...
W Afganistanie zaczęły się wybory prezydenckie. O najwyższy urząd w państwie ubiega się około 30 kandydatów, z czego naprawdę liczy się czterech. Wśród największych rywali faworyta wyścigu - obecnego prezydenta Hamida Karazja (44 proc. poparcia w sondażach) wymienia się: byłego szefa MSZ Abdullaha Abdullaha (26 proc.), byłego ministra planowania i rozwoju Ramazana Bashardosta (10 proc.) i byłego ministra finansów Ashrafa Ghaniego (6 proc.).
Czytaj całość...
Dowódca Wojsk Lądowych generał Waldemar Skrzypczak oddał się do dyspozycji prezydenta. Decyzję taką podjął „w związku z utratą zaufania do jego osoby przez szefa MON Bogdana Klicha”. Stosowne pismo generał wysłał drogą służbową przez szefa Sztabu Generalnego - poinformował wydział prasowy Dowództwa Wojsk Lądowych.
Czytaj całość...
Walka o prezydenturę rozegra się między Lechem Kaczyńskim a Donaldem Tuskiem zakłada najbardziej prawdopodobny dziś scenariusz, ale politolodzy nie wykluczają i innego przebiegu zdarzeń, np.: Lech Kaczyński wycofuje się w ostatniej chwili z wyborów, jego miejsce zajmuje Zbigniew Ziobro; z kolei kandydatem PO jest Bronisław Komorowski zamiast Donalda Tuska.
Czytaj całość...
Polski naukowiec pracujący w Stanach Zjednoczonych - prof. Jerzy Leszczyński - został jednym z laureatów prestiżowej nagrody przyznawanej przez amerykańskiego prezydenta - "Presidential Award for Excellence In Science, Mathematics and Engineering Mentoring" (program PAESMEM).
Czytaj całość...
Oprócz Jerzego Buzka, który został wybrany na najwyższe stanowisko przewodniczącego Parlamentu Europejskiego, jeszcze troje polskich eurodeputowanych będzie zajmować znaczące funkcje w PE przez najbliższe dwa i pół roku: Lidia Geringer de Oedenberg (SLD), Danuta Huebner (wybrana z listy PO) oraz Michał Kamiński (PiS).
Czytaj całość...
Leszek Kołakowski - jeden z najwybitniejszych polskich filozofów, publicysta, prozaik, autor satyr i bajek filozoficznych zmarł w piątek 17 lipca 2009 roku w Oxfordzie w szpitalu. Miał 82 lata.
Czytaj całość...
Korespondentka TVN24 w Brukseli Inga Rosińska obejmie stanowisko rzecznika prasowego nowo wybranego przewodniczącego Parlamentu Europejskiego Jerzego Buzka. Rosińska potwierdziła to korespondentce PAP w Brukseli.
Czytaj całość...
Blog dnia
Kim jest Jerzy Buzek?
Opinia publiczna poznała nazwisko prof. Jerzego Buzka, naukowca z Politechniki Śląskiej w Gliwicach, w 1997 r. po zwycięskich dla Akcji Wyborczej "Solidarność" wyborach parlamentarnych. Nieznany szerzej działacz "S" został wówczas desygnowany na premiera. Choć wielu nie wróżyło mu długiego stażu na tym stanowisku, jako jedyny szef rządu po 1989 r. piastował tę funkcję przez pełną kadencję i pozostaje najdłużej urzędującym premierem w tym okresie.
Buzek urodził się w 1940 roku w Śmiłowicach na Śląsku Cieszyńskim. Studiował na Wydziale Mechaniczno-Energetycznym Politechniki Śląskiej w Gliwicach, gdzie w 1963 roku uzyskał dyplom magistra inżyniera mechanika-energetyka. Po studiach pracował w Instytucie Inżynierii Chemicznej Polskiej Akademii Nauk w Gliwicach, gdzie poznał przyszłą żonę - Ludgardę. Córka państwa Buzków - Agata - jest aktorką.
Czytaj całość...
2006 © Wydawnictwo KTO JEST KIM