|
Statystyka |
|
Razem 10026932 odwiedzających |
|
Aktualnie jest 25 gości online |
|
Nasze książki |
Jest wiele dobrych książek,
ale wspomnienia
Jana Mulaka
biją wszystkie na głowę
Czytaj i zamów
|
|
|
Powiedzieli |
|
- Dzisiaj o północy Rzeczypospolita Polska traci suwerenność nad
ziemiami polskimi. Od tej chwili suwerenem Polski nie jest już
Rzeczypospolita Polska, ale Bruksela i Sejm Wiejskiej staje się
sejmikiem lokalnym" - powiedział Korwin-Mikke na konferencji prasowej w Warszawie 30 listopada 2009 roku. |
|
Czytaj całość...
|
|
Leszek Miller: Polska ma rusofobów u władzy, nie ma za to polityki zagranicznej o
strategicznym wymiarze. Jest ona albo histeryczna jak w przypadku
Rosji, albo reaktywna jak w odniesieniu do Unii Europejskiej. Tylko w
takim klimacie mogły pojawiać się absurdalne porównania walk w Gruzji
do interwencji Układu Warszawskiego w Czechosłowacji, albo nadawanie
tarczy antyrakietowej rangi porównywalnej z przyjęciem Polski do NATO. |
|
Czytaj całość...
|
|
prof. Joanna Senyszyn: Jarosław Kaczyński szykuje się na kongres. Nowy, elegancki garnitur.
Wyprasowana koszula. Krawat pod kolor oczu, albo odwrotnie. Nowe tło w
postaci, a raczej w postaciach trzech gracji. Tylko program będzie jak
stare, znoszone buty prezesa, z przetartymi sznurowadłami. |
|
Czytaj całość...
|
|
|
|
|
Jak Kazimierz sprawdza się w biznesie |
|
|
 Według anegdoty, Kazimierz Marcinkiewicz może dorabiać już tylko jako
twarz portalu Sympatia.pl. Ale to chyba za surowa ocena. Były premier
może nie zweryfikuje wyceny aktywów, nie oszacuje stopnia ryzyka, ale
wygląda na to, że dobrze wie, jak całkiem przyzwoicie zarobić na chleb.
Zgodnie z obowiązującą ustawą nie jest żadnym lobbystą. Byłby, mówią
odpowiednie przepisy, gdyby chciał wpływać na kształt nowych przepisów,
a nie chce. Nie musi figurować w odpowiednim rejestrze w MSWiA, chodzić
po Sejmie z czerwoną przepustką przypiętą do klapy marynarki, żaden
urzędnik nie musi tłumaczyć się ze spotkań, na które się z
Marcinkiewiczem umówił.
Po prostu doradza
Jednoosobowa firma, jaką założył - Doradztwo gospodarcze i finansowe
Kazimierz Marcinkiewicz – rezyduje na dziesiątym piętrze naszego
rodzimego City. To kwartał najnowszych i najdroższych wieżowców, jakie
wyrosły w ostatnich latach pięć minut od Dworca Centralnego.
Jego biuro sąsiaduje z finansjerą z najwyższej światowej półki. Kilka pokoi dalej rozsiadł się wielki finansowy holding JP Morgan, w którego londyńskiej siedzibie Cezary Stypułkowski (niegdyś prezes Banku Handlowego, potem PZU) kieruje dziś bankowością inwestycyjną na cały nasz region i który jesienią zasłynął skrajnie pesymistyczną prognozą dotyczącą wzrostu naszego PKB.
Jego podstawowe, choć niejedyne źródło utrzymania, to kontrakt z bankiem inwestycyjnym Goldman Sachs. "Praca jest świetna, odnalazłem siebie" - mówił niedawno DZIENNIKOWI.
Kłopoty z patriotyzmem
Marek Jurek, niegdyś polityczny mentor Marcinkiewicza, który poznał go w latach 80. poprzez duszpasterstwo akademickie i któremu Marcinkiewicz zawdzięcza karierę publiczną (za rządów Suchockiej Jurek wysunął jego kandydaturę na stanowisko wiceministra edukacji, gdzie Marcinkiewicz z ramienia narodowo-katolickiej partii bronił oświaty przed obyczajową rewolucją, chociażby w postaci edukacji seksualnej), długo nie dostrzegał u ówczesnego przyjaciela fascynacji sferą materialną. Marcinkiewicz był zwykle mocno zamknięty i zdystansowany, ale też raczej nonkonformistyczny. Ten zwrot ku biznesowi, który objawiał się nawet próbą napisania doktoratu z ekonomii, Jurek zauważył dopiero za rządów AWS, czyli dobrą dekadę temu.
Doktorat z ekonomii co prawda się nie udał, ale w tym czasie Marcinkiewicz zaszedł na sam szczyt biznesowej elity. Z pobudek patriotycznych, zdradzają znajomi, swoją działalność gospodarczą zarejestrował w kraju - ponoć bardzo chciał płacić podatki właśnie tutaj.
I zapewniał publicznie: "Dzisiaj też pracuję dla Polski, lecz pośrednio, poprzez biznes."
Pech polegał na tym, że trzy tygodnie po tych słowach, dzięki przeciekowi poufnej informacji dla inwestorów, wyszło na jaw, że Goldman Sachs agresywnie grał na spadek kursu naszej waluty, by na osłabionej złotówce zarobić krocie.
I tak były polski premier znalazł się, chcąc nie chcąc, w samym centrum najnowszej wojny światowej. Jest - oburzają się niektórzy - jak żołnierz wrogiej armii, która pustoszy nasze konta i portfele. I nawet jeśli nie maczał palców w osłabianiu złotówki, nawet jeśli tę operację moralnie potępia, to spekulacje jego banku siłą rzeczy przyniosły mu wymierne korzyści. Goldman Sachs nie wypłaca przecież w złotówkach pensji, więc słaba złotówka może oznaczać dla Marcinkiewicza chociażby jedno - grubszy portfel.
Czy półpolitykowi i półbiznesmenowi wypada zarabiać takie pieniądze?
Zbyt różowo
Trudno dziś powiedzieć, kto kogo bardziej potrzebował latem zeszłego roku: czy wielki bank inwestycyjny, prawdziwy światowy rekin o stuletniej tradycji i międzynarodowej reputacji, szukał - jak to ma w zwyczaju - dobrego nazwiska, czy były premier, mocno rozkochany w londyńskim City i strapiony, bo właśnie upływała kadencja w EBOR, rozglądał się tam za kolejną posadą. Być może i jedno, i drugie. Poza ogólną atmosferą sukcesu rozsiewaną wokół - opowiadają znajomi - szczegółowych planów swej kariery były premier nie zdradzał zbyt chętnie.
W każdym razie, gdy w Londynie przechodził przez kolejne etapy rekrutacji, w Warszawie przedstawiciele Goldman Sachs weryfikowali jego słowa z pierwszych spotkań. Musiały być bardzo obiecujące, bo szacowny bank nie wykluczał nawet otwarcia tu swego przedstawicielstwa. Wcześniej jednak postanowiono nieoficjalnymi kanałami wysondować obecną ekipę i sprawdzić, czy prawdziwe są sugestie, że w kraju planowana jest szeroka prywatyzacja włączająca Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo, a nawet Polskie Koleje Państwowe.
Problem w tym, że w Warszawie nikt nie chciał potwierdzić scenariuszy Marcinkiewicza. Światowy bank szybko wycofał się z otwarcia tu własnego biura, nie było przecież żadnych interesów wymagających aż tak poważnego zaangażowania. A Marcinkiewicz stracił szansę na zatrudnienie na wysokim stanowisku, co już zapowiadał znajomym. W grę wchodził tylko kontrakt na usługi doradcze. Ostatecznie zawarty dokument zakłada - według naszych ustaleń - współpracę przynajmniej do końca tego roku.
Nikt nie miał złudzeń - kontrakt zawarto nie z powodu wiedzy byłego premiera na temat finansowej inżynierii. Goldman Sachs potrzebował Marcinkiewicza, bo już od kilku miesięcy prowadził w Polsce interesy.
Chodzi o umowę, którą podpisano w lutym 2008 r. Należąca do Skarbu Państwa Polska Grupa Energetyczna postanowiła (prąd dla pięciu milionów domów i firm, 40 procent krajowej produkcji), że Goldman Sachs przygotuje jej prywatyzację na zagranicznych rynkach.
Czy Marcinkiewicz, wciąż jeszcze pracujący wtedy w EBOR, miał wpływ na ten wybór? Czy przygotowywał sobie nową posadę, pośrednicząc w kontaktach PGE - resort skarbu - Goldman Sachs (w końcu to za jego rządów przygotowano strategię prywatyzacji sektora energetycznego)? Nie wiemy. Faktem jest, że gdy były premier latem zatrudniał się w GS, bank miał już od kilku miesięcy zawartą w Polsce umowę na doradztwo prywatyzacyjne PGE.
Gadatliwy pośrednik
Pytanie o nieformalne zaangażowanie Marcinkiewicza nie jest pozbawione podstaw. Jeden z naszych rozmówców ze świata finansów opowiedział nam historię, z której wynika, że dobre kontakty byłego premiera z obecną ekipą rządową od dłuższego czasu traktowano w Londynie jako poważny atut. Marcinkiewicza już wcześniej angażowano do zajęć, które wykraczały poza konwencjonalny zakres jego obowiązków w EBOR.
Oto zaraz po tym, jak PO doszła w Polsce do władzy, jeden z wielkich światowych banków inwestycyjnych postanowił wysondować szanse na realizację w Polsce pewnego projektu. Poproszono Marcinkiewicza, by nieformalnie zorientował się, czy inwestycja spotka się z przychylnością nowego premiera.
Nie wiemy, czy Marcinkiewicz dotarł w tym celu do Donalda Tuska, ale wiemy, że ta misja nie była specjalnie udana. Niedługo po tym, jak wyjawiono mu szczegóły tego projektu, do banku zgłosiła się niezależna firma doradcza z doskonale przygotowaną ofertą, gotowa pośredniczyć w złożeniu całego projektu. W banku zapanowała spora konsternacja, bo plany inwestycyjne objęte była całkowitą tajemnicą. Kto sypnął? Podejrzenia z miejsca padły na byłego premiera. "Wygadał się, bo nie jest w stanie żyć kuluarowym życiem, on musi błyszczeć" - komentowano wtedy tę wpadkę.
Z tej historii wypływał oczywisty wniosek - Marcinkiewicz musiał się jeszcze wiele nauczyć. Ale równie oczywiste było też to, że mimo wielu wad ma on jeden niekwestionowany atut.
Klamkarz z najwyższej półki
Na takich jak on w slangu finansistów mówi się "door-opener", bardziej swojsko - "klamkarz". Człowiek, który otwiera każde drzwi. Były premier, który mechanizmy funkcjonowania gospodarki zna od podszewki. Zna albo może znać sposoby chronienia narodowej waluty. Orientuje się w szczegółach strategii prywatyzacyjnej, zwłaszcza jeśli sam ją współtworzył. Jest w stanie scharakteryzować najważniejsze osoby w państwie na podstawie własnych doświadczeń i przeżyć. Może przewidzieć potencjalną reakcję na dany proces lub jej brak, co może mieć kapitalne znaczenie z punktu widzenia specjalnych bankowych struktur, które przygotowują grunt pod planowane operacje. Poza tym ma wiadomości z pierwszej ręki. I notes z telefonami, które umożliwiają każde spotkanie.
Słowem - zaufany pośrednik od kontaktów między bankiem a władzą zatrudniony do spraw niekonwencjonalnych, bo od konwencjonalnych są całe masy fachowców. "No i działa wyłącznie tam, gdzie w grę wchodzą publiczne pieniądze, bo przecież on żadnych aktywów nie ma" - zauważa jeden z warszawskich lobbystów.
Normalnie, zapewniają nasi rozmówcy, przedstawiciel nawet największych banków inwestycyjnych nie ma większych szans na spotkanie z premierem czy ministrem. Z wielu powodów - nikt z najwyższych władz nie ma czasu na takie spotkania ani szczegółowej wiedzy, na której często rozmówcy zależy. Regułą jest, wspomina były minister skarbu Wiesław Kaczmarek, że spotkania z doradcami prywatyzacyjnymi odbywane są na poziomie dyrektora departamentu.
Możliwości byłego premiera są większe, premierowi się nie odmawia. Poza tym jego wiedzy nie trzeba weryfikować, bo w tym świecie raczej się nie zakłada, że byłego premiera ktoś może wprowadzić w błąd.
Widzenia u premiera
"Szykuję, przygotowuję, wymyślam. (...) Następnie otwieram drzwi, żeby mogło się odbyć spotkanie z właścicielami, z ministrami" - opowiadał Marcinkiewicz kilka tygodni temu.
W Ministerstwie Skarbu na naszą prośbę ustalono, że od lipca ubiegłego roku, a więc odkąd były premier prowadzi działalność doradczą, zdołał on trzy razy otworzyć drzwi do gabinetu ministra Aleksandra Grada i raz do wiceminister odpowiedzialnej za prywatyzację Joanny Schmid. Za każdym razem, informuje rzecznik resortu, rozmowy dotyczyły Polskiej Grupy Energetycznej i jej giełdowego debiutu.
Ale wiadomo też, że aktywność byłego premiera musiała sięgać też dużo wyższych poziomów. Jeden z naszych rozmówców zetknął się z nazwiskiem Marcinkiewicza, gdy rozważano projekt współpracy Polski z Ukrainą w dziedzinie energetyki. Zastanawiano się wtedy nad budową mostu energetycznego między oboma krajami - ukraiński prąd miałby zaspokoić polskie zapotrzebowanie, kłopot polegał tylko na zagwarantowaniu jakości zgodnej z europejskimi normami. - Z punktu widzenia Goldman Sachs wiedza na temat możliwości realizacji takiego projektu z udziałem PGE mogła być wyłącznie korzystna - ocenia Jacek Łęski, doradca medialny pracujący na obu rynkach.
Takie przedsięwzięcie wymagałoby zgody władz obu krajów, bo w obu przypadkach energetyka znajduje się w państwowych rękach. Czy Marcinkiewicz otwierał w tym celu również drzwi naszego premiera?
To wydaje się niemal pewne. Rzecznika rządu spytaliśmy, ile razy od lipca 2008 r. Tusk widział się z Marcinkiewiczem i jaki charakter miały te spotkania. Na podliczenie tych odwiedzin Paweł Graś zarezerwował aż dwa tygodnie. I trudno się dziwić - jak stwierdzić, ile wspólnych rozmów byłego i obecnego premiera dotyczyć mogło kwestii gospodarczych, a ile politycznych? Jeszcze kilka tygodni temu PO rozważała przecież wystawienie Marcinkiewicza ze swych list do europarlamentu, a bliska współpraca obu polityków trwa od czasów ostatniej kampanii. Marcinkiewicz jako wyjątkowo popularny wówczas polityk otwarcie wsparł Platformę i gorąco zachęcał do głosowania na listy tej partii.
Odczepcie się
"Są to inne stresy, inni ludzie" - opowiadał Marcinkiewicz pod koniec stycznia o swoich nowych zajęciach.
Ale to nie do końca prawda. Jego debiutowi w świecie finansjery towarzyszyło zaangażowanie na rodzimym rynku telekomunikacyjnym. We wrześniu ubiegłego roku Marcinkiewicz wszedł (z ramienia szwedzkiego funduszu inwestycyjnego EQT powiązanego według niektórych mediów z Goldman Sachs) do rady nadzorczej Netii. To nie zapewniało dużych pieniędzy (maksymalna pensja - 10 tys. zł, kadencja pięcioletnia), a mimo to obserwatorzy przyjęli to z pełnym zrozumieniem. - Na pewno jest laikiem w kwestii inżynierii finansowej, ale środowisko telekomunikacyjne zna od podszewki - przypomina jeden ze współpracowników.
Starszy brat Marcinkiewicza Mirosław za rządów AWS był dyrektorem generalnym w resorcie łączności, a na czele Urzędu Komunikacji Elektronicznej, który zawiaduje tym rynkiem, wciąż stoi protegowana Marcinkiewicza Anna Streżyńska. Jej trwająca już kilka lat walka z monopolem Telekomunikacji Polskiej zdecydowanie ułatwia funkcjonowanie prywatnych operatorów, co Netii może się tylko podobać.
Czy głośne wydarzenia z prywatnego życia byłego premiera wpłyną na jego zawodową pozycję? Nie da się ukryć, że wszystko to kosztuje go sporo nerwów. Nie dość, że w kraju poważni publicyści rapują w radiu wiersze jego życiowej partnerki, to goszczący w Londynie minister skarbu zrezygnował z wizyty w Goldman Sachs. Wygląda na to, że Marcinkiewicz zwykle przychylny publicznym występom ma już wszystkiego dosyć. Poproszony o rozmowę na temat biznesowych zajęć były premier nadesłał SMS-a takiej treści: "Pani Redaktor. Odczepcie się. Już chce mi się...".
|
|
|
Bohaterowie dnia dzisiejszego |
|
Bronisław Komorowski prezydentem RP |
 5 lipca 2010 roku Państwowa Komisja Wyborcza podała pełne wyniki II
etapu wyborów na prezydenta RP ze wszystkich obwodów wyborczych.
Bronisław Komorowski uzyskał 53,01% ważnych głosów. Przy jego nazwisku
krzyżyk zakreśliło 8 mln 933 tys. 887 osób. Jego kontrkandydat Jarosław
Kaczyński zdobył 46,99% ważnych głosów - 7 mln 919 tys. 134 głosy.
Frekwencja wyniosła 55,31%. PKW ogłosiła, że Bronisław Komorowski został wybrany prezydentem Polski.
Jak poinformował przewodniczący PKW Stefan Jaworski, w 25 tys. 773
obwodach, przy 30 mln 833 tys. 924 osobach uprawnionych do oddania
głosu, wydano 17 mln 054 tys. 690 kart.
Głosowało 17 mln 050 tys. 417 osób. Głosów ważnych oddano 16 mln 853 tys. 021. Nieważnych głosów było 197 tys. 396. Obwieszczenie PKW zostanie teraz opublikowane w Dzienniku Ustaw.
Komisja sporządzi też sprawozdanie z wyborów dla Sądu Najwyższego,
który na jego podstawie w ciągu 30 dni ma stwierdzić ważność wyborów.
Trzy najbliższe dni - do 8 lipca - to czas na składanie protestów
wyborczych. |
|
Czytaj całość...
|
|
|
Bohaterowie mediów |
 Rozmowa z Martinem Reesem, brytyjskim kosmologiem z University of
Cambridge, mistrzem tamtejszego Trinity College, Astronomem Królewskim
i szefem Royal Society
Mało jest takich miejsc jak Trinity College w Cambridge. Tu wieki
naprawdę mogłyby i miały o czym mówić. Przemawiałyby głosami Francisa
Bacona, Isaaca Newtona, George'a Gordona Byrona, Ernesta Rutherforda,
Nielsa Bohra, Bertranda Russella, Arthura Eddingtona, Jamesa Clerka
Maxwella, Jawaharlala Nehru i tysięcy innych absolwentów jednej z
najstarszych (założonej w 1546 r.), najbardziej arystokratycznych (tu
nauki pobierała cała brytyjska rodzina królewska), prestiżowych
(sześciu premierów Wielkiej Brytanii) i najlepszych (odchowała 31
noblistów) uczelni wyższych na świecie. (Znanej również z uświęconej
tradycją mizoginii, ale od 30 lat przyjmuje już kobiety). Jeden wątek
wybijałby się w tym wielogłosie ponad pozostałe: biada ludzkości,
biada. Rolę rzecznika tej opinii wziął na siebie Martin Rees, wybitny
kosmolog, mistrz Trinity College i Astronom Królewski. Dla świata nauk
ścisłych Rees jest w zasadzie tym, czym królowa Elżbieta dla
Brytyjczyków. W jego gabinecie przecinają się ścieżki niemal wszystkich
najwybitniejszych współczesnych uczonych. |
|
Czytaj całość...
|
|
Jak Kazimierz sprawdza się w biznesie |
 Według anegdoty, Kazimierz Marcinkiewicz może dorabiać już tylko jako
twarz portalu Sympatia.pl. Ale to chyba za surowa ocena. Były premier
może nie zweryfikuje wyceny aktywów, nie oszacuje stopnia ryzyka, ale
wygląda na to, że dobrze wie, jak całkiem przyzwoicie zarobić na chleb.
Zgodnie z obowiązującą ustawą nie jest żadnym lobbystą. Byłby, mówią
odpowiednie przepisy, gdyby chciał wpływać na kształt nowych przepisów,
a nie chce. Nie musi figurować w odpowiednim rejestrze w MSWiA, chodzić
po Sejmie z czerwoną przepustką przypiętą do klapy marynarki, żaden
urzędnik nie musi tłumaczyć się ze spotkań, na które się z
Marcinkiewiczem umówił.
Po prostu doradza
Jednoosobowa firma, jaką założył - Doradztwo gospodarcze i finansowe
Kazimierz Marcinkiewicz – rezyduje na dziesiątym piętrze naszego
rodzimego City. To kwartał najnowszych i najdroższych wieżowców, jakie
wyrosły w ostatnich latach pięć minut od Dworca Centralnego. |
|
Czytaj całość...
|
 To pożegnanie, zanim nazwisko Heleny Łuczywo zniknęło ze stopki "Gazety
Wyborczej", rozciągnięte było nawet nie na miesiące, a na lata. Miało
być cicho i bez rozgłosu. Pewnie dlatego, że nagłe odejście jednej z
założycielek Agorowego imperium w tym samym czasie co rzeczywiste
wycofanie się Adama Michnika, mogło osłabić pozycję firmy i wystraszyć
giełdowych inwestorów.
Nawet z pożegnalną imprezą dwa lata temu nie było łatwo. Łuczywo nie znosi pompy. Trzeba było sięgnąć po podstęp.
W rolę przynęty wcielił się Bronisław Geremek - umówili się na wspólny
obiad na mieście. Eurodeputowany podjechał pod redakcję, Łuczywo
wsiada, ruszają, mijają okoliczne uliczki, a profesor znienacka mówi: -
O, przecież tu zaraz jest żłobek (pierwsza siedziba "Gazety Wyborczej",
która rzeczywiście znajdowała się w prawdziwym żłobku z toaletami
poniżej kolan). Wiele sentymentu wywołuje we mnie to miejsce. Podjedźmy
tam na chwilę. |
|
Czytaj całość...
|
|
Tony Blair prezydentem UE? |
 Po roku milczenia znów głośno o szansach na europejską prezydenturę dla
byłego premiera Wielkiej Brytanii. Wszystko dzięki... dokonaniom
Nicolasa Sarkozy'ego.
"Blair pojawia się na nowo na krótkiej liście do przewodzenia UE" - ten
nagłówek w poniedziałkowym wydaniu "Financial Timesa" zaczyna nową falę
spekulacji na temat przyszłości byłego premiera. Wpływowy brytyjski
dziennik będący lekturą obowiązkową eurokratów powołuje się na opinie
unijnych dyplomatów w Brukseli. A ci znów widzą szanse Blaira na
objęcie stanowiska przewodniczącego Rady UE zwanego potocznie
prezydentem Europy.
A wszystko za sprawą popisu europejskiej polityki, jaki dał francuski
prezydent Nicolas Sarkozy podczas zakończonego 31 grudnia półrocznego
przewodnictwa Francji w UE. Sposób, w jaki wynegocjował rozejm po
rosyjskiej interwencji w Gruzji i jak starał się walczyć z kryzysem
ekonomicznym, a także fiaskiem referendum w sprawie traktatu z Lizbony,
dał Unii do myślenia.
Według "FT" europejskie elity polityczne zrozumiały, że w obliczu
wielkich wyzwań stojących przed przewodniczącym musi nim być ktoś
odpowiedniego formatu, z nazwiskiem, rozpoznawalny na świecie i
pochodzący z dużego kraju członkowskiego UE. A te wszystkie cechy ma
właśnie Tony Blair. |
|
Czytaj całość...
|
|
Prezydent, co się kulom nie kłania |
 Dlaczego bilans trzech lat Lecha Kaczyńskiego jest tak zły? Czy da się to odwrócić?
Bilans prezydentury Lecha Kaczyńskiego już po roku był kiepski. Polacy
nie kryli rozczarowania nowym prezydentem, rozczarowania nie ukrywali
nawet zakochani w PiS dziennikarze. Piotr Zaremba z "Dziennika"
zaliczył prezydenta do największych przegranych roku 2006 i komentował:
"Stracił sporo poparcia społecznego, choć jako prezydent powinien je
zachować łatwiej niż jego brat premier. Nie stworzył spójnej koncepcji
prezydentury, stąd jego styl urzędowania był oceniany głównie poprzez
wpadki". A Dorota Gawryluk konstatowała: "Prezydentura Lecha
Kaczyńskiego nie jest taka zła, jak to przedstawiają jego przeciwnicy,
ale nie tak dobra, jak mogłaby być".
Rok później, w grudniu 2007 r., fani Kaczyńskich woleli milczeć.
"Kadencja fochów i obrażania się – tak wyglądały pierwsze dwa lata
prezydentury Lecha Kaczyńskiego. A przed nami jeszcze trzy kolejne",
pisał w "Newsweeku" Wojciech Maziarski, w tekście pod znamiennym
tytułem "Kronika wypadków żałosnych". |
|
Czytaj całość...
|
|
|
|
Człowiek tygodnia |
|
Jerzy Buzek przewodniczącym Parlamentu Europejskiego |
 Były premier, zdobywca rekordowego poparcia w czerwcowych wyborach do
Parlamentu Europejskiego, jeden z najpopularniejszych polskich
europosłów, profesor Jerzy Buzek został przewodniczącym Parlamentu
Europejskiego. Gratulując Buzkowi szef Komisji Europejskiej Jose
Barroso powiedział, że jest to sukces zjednoczonej Europy. "Prymus
klasy Europa" - tak francuski dziennik "Liberation" określił Polaka,
który dziś jest na ustach wszystkich.
Buzek jest pierwszym szefem europarlamentu z krajów nowej Unii. Będzie
kierował PE przez dwa i pół roku. W głosowaniu, na odbywającej się
inauguracyjnej sesji PE, Buzek uzyskał poparcie aż 555 z 713
głosujących eurodeputowanych.
Tuż po wyborze Buzek powiedział, że to dla niego "wielkie wyzwanie i
zaszczyt". - Zrobię wszystko, co w mojej mocy, by nie zawieść waszego
zaufania - zwrócił się do eurodeputowanych. Zapowiedział, że jego
priorytetem będą prawa człowieka. |
|
Czytaj całość...
|
|
|
|
|
Info dnia |
|
Romuald Orzeł został nowym prezesem Telewizji Polskiej - zdecydowała
Rada Nadzorcza spółki. Nowy zarząd TVP tworzyć będą Przemysław
Tejkowski, Włodzimierz Ławniczak i Paweł Paluch. Decyzje zapadły
podczas trwającego ponad cztery godziny posiedzenia w dniu 18 grudnia
2009 roku. |
|
Czytaj całość...
|
|
Tegoroczną laureatką literackiej Nagrody Nobla została niemiecka
pisarka pochodząca z Rumunii Herta Müller. W uzasadnieniu werdyktu Akademia Szwedzka pisze, że nagrodę przyznano
„tej, która łącząc intensywność poezji i szczerość prozy przedstawia
świat wygnanych”.
|
|
Czytaj całość...
|
|
2 października 2009 roku zmarł w Warszawie Marek Edelman, jeden z założycieli
Żydowskiej Organizacji Bojowej i przywódców powstania w warszawskim
getcie. |
|
Czytaj całość...
|
|
W Afganistanie zaczęły się wybory prezydenckie. O najwyższy urząd w
państwie ubiega się około 30 kandydatów, z czego naprawdę liczy się
czterech. Wśród największych rywali faworyta wyścigu - obecnego
prezydenta Hamida Karazja (44 proc. poparcia w sondażach) wymienia się:
byłego szefa MSZ Abdullaha Abdullaha (26 proc.), byłego ministra
planowania i rozwoju Ramazana Bashardosta (10 proc.) i byłego ministra
finansów Ashrafa Ghaniego (6 proc.).
|
|
Czytaj całość...
|
|
Dowódca Wojsk Lądowych generał Waldemar Skrzypczak oddał się do
dyspozycji prezydenta. Decyzję taką podjął „w związku z utratą zaufania
do jego osoby przez szefa MON Bogdana Klicha”. Stosowne pismo generał
wysłał drogą służbową przez szefa Sztabu Generalnego - poinformował
wydział prasowy Dowództwa Wojsk Lądowych.
|
|
Czytaj całość...
|
|
Walka o prezydenturę rozegra się między Lechem Kaczyńskim a Donaldem
Tuskiem zakłada najbardziej prawdopodobny dziś scenariusz, ale
politolodzy nie wykluczają i innego przebiegu zdarzeń, np.: Lech
Kaczyński wycofuje się w ostatniej chwili z wyborów, jego miejsce
zajmuje Zbigniew Ziobro; z kolei kandydatem PO jest Bronisław
Komorowski zamiast Donalda Tuska. |
|
Czytaj całość...
|
|
Polski naukowiec pracujący w Stanach Zjednoczonych - prof. Jerzy
Leszczyński - został jednym z laureatów prestiżowej nagrody
przyznawanej przez amerykańskiego prezydenta - "Presidential Award for
Excellence In Science, Mathematics and Engineering Mentoring" (program
PAESMEM). |
|
Czytaj całość...
|
|
Oprócz Jerzego Buzka, który został wybrany na najwyższe stanowisko
przewodniczącego Parlamentu Europejskiego, jeszcze troje polskich
eurodeputowanych będzie zajmować znaczące funkcje w PE przez najbliższe
dwa i pół roku: Lidia Geringer de Oedenberg (SLD), Danuta Huebner
(wybrana z listy PO) oraz Michał Kamiński (PiS). |
|
Czytaj całość...
|
|
Leszek Kołakowski - jeden z najwybitniejszych polskich filozofów,
publicysta, prozaik, autor satyr i bajek filozoficznych zmarł w piątek
17 lipca 2009 roku w Oxfordzie w szpitalu. Miał 82 lata. |
|
Czytaj całość...
|
|
Korespondentka TVN24 w Brukseli Inga Rosińska obejmie stanowisko
rzecznika prasowego nowo wybranego przewodniczącego Parlamentu
Europejskiego Jerzego Buzka. Rosińska potwierdziła to korespondentce
PAP w Brukseli. |
|
Czytaj całość...
|
|
|
Blog dnia |
|
Opinia publiczna poznała nazwisko prof. Jerzego Buzka, naukowca z
Politechniki Śląskiej w Gliwicach, w 1997 r. po zwycięskich dla Akcji
Wyborczej "Solidarność" wyborach parlamentarnych. Nieznany szerzej
działacz "S" został wówczas desygnowany na premiera. Choć wielu nie
wróżyło mu długiego stażu na tym stanowisku, jako jedyny szef rządu po
1989 r. piastował tę funkcję przez pełną kadencję i pozostaje najdłużej
urzędującym premierem w tym okresie. Buzek urodził się w 1940 roku w Śmiłowicach na Śląsku Cieszyńskim.
Studiował na Wydziale Mechaniczno-Energetycznym Politechniki Śląskiej w
Gliwicach, gdzie w 1963 roku uzyskał dyplom magistra inżyniera
mechanika-energetyka. Po studiach pracował w Instytucie Inżynierii
Chemicznej Polskiej Akademii Nauk w Gliwicach, gdzie poznał przyszłą
żonę - Ludgardę. Córka państwa Buzków - Agata - jest aktorką.
|
|
Czytaj całość...
|
|
|
|